Miłość czyni cuda

czyli od piosenek żydowskich do musicalu

Zaczęło się to już bardzo dawno temu...

Będąc jeszcze na studiach, z racji planowanych występów w Izraelu, poczułam przemożną potrzebę włączenia do swego repertuaru kilku oryginalnych piosenek żydowskich. Zaczęłam więc szukać odpowiedniego nauczyciela, i tak trafiłam do Leopolda Kozłowskiego, zwnego nie bez racji Ostatnim Klezmerem Europy. Tenże zaczął wdrażać mnie mozolnie, acz cierpliwie, w tajniki muzyki żydowskiej – jakże różnej w kryteriach wykonawczych od wszystkiego, czego uczyłam się na studiach!

Uczennicą chyba jednak musiałam się okazać nie najgorszą, bo stopniowo dopracowałam się całkiem sporego repertuaru, który z powodzeniem wykonywałam, aż zaczęło dochodzić do tego, że środowiska żydowskie zaczęły uważać mnie za swoją :)

Nadszedł w końcu ten czas, w którym postanowiłam coś z tym zrobić. I tak, z początkiem roku 2013, zebrawszy grupę znajomych – muzyków, aktorów i scenografów, poskładałam piosenki, jedna po drugiej w akcję dramatyczną. Scenariusz (jakżeby inaczej, skoro rzecz się dzieje w środowisku żydowskim) osnuty wokół wątku rodziny borykającej się z trudami wydawania kolejnych córek za mąż. I do tego bajkowo – fantastyczny element przemiany nieatrakcyjnej Ryfki z brzydkiego kaczątka w pięknego łabędzia. I od razu nadchodzi miłość i szczęście – słowem happy end!

Spektakl ten został wystawiony w czerwcu w Synagodze Tempel na krakowskim Kazimierzu pos tytułe Cuda Rebego. Synagoga pełna, brawa rzęsiste, a co ważniejsze: przychylne opinie zaproszonych przedstawicieli Gminy.

Ten epizod dał mi przysłowiowego „kopa” do dalszych działań w kierunku nadania temu dziełu postaci samodzielnego, pełnoprawnego spektaklu musicalowego. Zaprosiłam do współpracy młodego, a utalentowanego krakowskiego kompozytora Waldemara Króla i wspólnie stworzyliśmy wersję autorską, w której przede wszystkim akcja nabrała konkretnego wyrazu i stała się elementem pierwotnym, a nie tylko spinaczem, łączącym poszczególne piosenki.

Dzięki udziałowi finansowemu mojego przyjaciela Aloisa Rostka (Rosco Polska, Euro Artpol), jesienią owego roku spektakl doczekał się (pod tym samym tytułem) produkcji w Bytomskim Centrum Kultury, a także wystawień w Krakowie i Warszawie.

W roku 2014 przyszedł czas na kolejną mutację. Kilka nowych piosenek, rozbudowanie tytułowej roli Rabina i... od razu zmiana tytułu. Tęgie głowy od pijaru rzekły, że lepiej będzie brzmiało: Miłość czyni cuda. I tak zostało. Ale, co najważniejsze: produkcję nowej wersji przejął Gliwicki Teatr Muzyczny, Głównie dzięki mojej wieloletniej przyjaźni i współpracy z dyrektorem Pawłem Gabarą. Nie obyło się, oczywiście, bez dalszego udziału Alka Rostka. W każdym razie, przy wsparciu takiego duetu udało mi się wprowadzić swoje dzieło na deski profesjonalnego teatru muzycznego, na prawach stałego repertuaru. A to już duży sukces!

Premiera nowej wersji miała miejsce we wrześniu w klimatycznych ruinach Teatru Victoria (stanowiącego niejako „letni oddział terenowy” Teatru), a od listopada zagościła na Scenie Głównej.

20 czerwca 2015r. musical odnotował kolejny sukces, goszcząc (wraz z zespołem GTM) w berlińskim teatrze Admiralpalast.

Kliknij, aby zobaczyć poniższe zapowiedzi i recenzje:

Portal „Nasze Miasto (Gliwice)” – relacja z występu w Berlinie

OKMO „Trubadur”

viaPoland

Dziennik Polski